Dramatyczne wydarzenie w parku linowym przy ulicy Rodzinnej w Rzeszowie. Cudem śmierci uniknął 11-letni chłopak.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 11 sierpnia, o godz. 14:00. Policja otrzymała informację, że 11-letni chłopak zaplątał się w liny. – Około 6-7 metrów nad ziemią – mówi asp. Andrzej Stebnicki z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.
11-latek owinął wokół szyi linę asekuracyjną. Chłopak był pod opieką swojej matki, która przerażona wzywała pomocy: „Ratujcie moje dziecko!” – krzyczała.
Jeden ze świadków relacjonował: „Chłopiec wisiał bezwładnie siny, miał drgawki i piana pojawiła się na ustach. Miał odcięty tlen. Matka krzyczała „mój syn umiera”.
11-latka z liny wyplątali ojcowie, którzy byli pobliżu. „Nie wiem jakim cudem na ruchomych elementach bez zabezpieczeń udało się nieznacznie podciągnąć chłopca dzięki czemu po chwili powoli uniósł powieki i wrócił z zaświatów” – pisze pan Tomasz, świadek.
Na miejsce zdarzenia przyjechała policja, straż pożarna i karetka. – Chłopiec był już wtedy przytomny. Został przewieziony do szpitala, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi Andrzej Stebnicki.
„Na wielkie brawa zasługuje heroiczna walka ojców, którzy na różne sposoby starali się dotrzeć do chłopca. Kilka minut, a może nawet sekund dzieliło ich od tragedii” – czytamy na facebookowym profilu „Oczami Strażaka”.
Policja prowadzi czynności pod kątem artykułu 160. Kodeksu karnego, który mówi o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. To przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia.
– Badamy, czy do odpowiedzialności nie pociągnąć właściciela obiektu dodaje asp. Stebnicki.
Komentarze
0 komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Zaloguj sięBrak komentarzy. Bądź pierwszy!