Tak można wnioskować po wydanym przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie komunikacie, który dotyczy Romana S., obywatela Ukrainy, zatrzymanego w Rzeszowie przez policjantów 27 stycznia.
43-letni Ukrainiec przez trzy lata był ścigany przez ukraińskie służby w związku z podejrzeniem, że popełnił oszustwa, bezprawnie uzyskał dostęp do systemu informatycznego i należał do grupy przestępczej.
Za Romanem S. wystawiono międzynarodowy nakaz aresztowania, figurował w bazie Interpolu, międzynarodowej policji, która ściga przestępców za najpoważniejsze przestępstwa kryminalne.
Ukrainiec wpadł w Rzeszowie podczas kontroli, która była częścią policyjnej akcji "Poszukiwany". Roman S. kierował mazdą, został zatrzymany przy Alei Batalionów Chłopskich.
Policja zapowiadała, że Ukrainiec wkrótce zostanie deportowany do swojego kraju. Nie wiadomo jednak, co to znaczy "wkrótce". Na razie Roman S. trafił do polskiego aresztu na 40 dni.
To normalna procedura w takich sytuacjach. Roman S. w prokuraturze nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, złożył wyjaśnienia, ale prokuratura ich nie ujawnia - z uwagi na "dobro postępowania".
Aktualnie rzeszowska prokuratura, jak przekazał jej rzecznik Krzysztof Ciechanowski, czeka na przekazanie przez "właściwe władze Ukrainy formalnego wniosku o ekstradycję Romana S".
Kiedy taki wniosek ukraińskie organa ścigania przekażą do Polski? Tego na razie nie wiadomo. Do tego czasu Roman S. pozostanie w polskim areszcie. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.
Komentarze
0 komentarzy
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Zaloguj sięBrak komentarzy. Bądź pierwszy!